NA ŻADNĄ CHOROBĘ NIE MA DOBREGO CZASU

Katarzyna Nowak-Ledniowska, psycholog w Centrum Radioterapii Amethyst

Pierwsze objawy choroby nowotworowej wcale nie muszą być oczywiste, co w sposób znaczący wpływa na szybkość postawienia trafnej diagnozy. Czas wydaje się być jednak sprawą kluczową nie tylko dla rozpoczęcia leczenia, ale przede wszystkim do zrozumienia tego co się ze mną dzieje, oswojenia się, poukładania sobie życia w chorobie.

Na żadną chorobę nie ma dobrego czasu. Ludzie po prostu nie ujmują takiego scenariusza w swoich planach. Pod tym względem rak i koronawirus są do siebie bardzo podobne. Nie pytają o zgodę, po prostu wpadają do naszego życia bez zapowiedzi, demolując po drodze wszystko to, co dla nas ważne: zdrowie, plany, biznesy, relacje… Można powiedzieć, że na jakiś sposób pandemia nowotworu i koronawirusa rozwijają się nie tylko w naszych ciałach, ale przede wszystkim w naszym przeżywaniu i umyśle. To co wspólne to strach i samotność. Najcenniejszą wartością, którą tracimy w obliczu obu, jest poczucie bezpieczeństwa.

Sytuacja chorych na nowotwór i ich rodzin jest teraz szczególnie trudna. Tak ważna dla chorego wspierająca obecność kogoś bliskiego podczas nowych, napawających lękiem procedur medycznych jest teraz w zasadzie niemożliwa. Z uwagi na coraz większą liczbę zakażeń koronawirusem, ogromna rzesza chorych na raka z konieczności zostaje sama w codziennej walce o zdrowie. Rodziny boją się narażać bliskich na zakażenie, a chorzy boją się być zakażeni. Nie wiadomo przecież jak organizm zmagający się z nowotworem poradziłby sobie z dodatkowym obciążeniem wirusem. Przeżywany strach o siebie i bliskich wymusza nie tylko realną ale i emocjonalną izolację. Osiągnięcie tego, co już i tak trudne w chorobie nowotworowej, czyli mobilizacji zasobów organizmu do zdrowienia, powrót do tak zwanych czynności witalnych, wymaga od chorego jeszcze większego wysiłku. Ale to nie jest nie możliwe. Można powiedzieć, że każda walka wymaga pewnej strategii. Każdy chory niezależnie od tego czy choruje na raka czy na wirusa potrzebuje wiedzieć co w takiej sytuacji może zrobić, jak sobie pomóc. Nie tylko od strony medycznej, choć dostępność opieki zdrowotnej dla pacjenta jest przecież niezwykle ważna, ale także od strony emocjonalnej, psychicznej. Kiedy wiem co mogę zrobić zwyczajnie mniej się boję. Kiedy mniej się boję, lepiej się czuję. Poradzenie sobie z trudnymi uczuciami, wymaga pewnego zaufania, że ich przeżywanie nas nie zabije. Paradoksalnie akceptacja nieuchronności śmierci jako zjawiska towarzyszącego nam w każdym momencie życia, może tu być bardzo pomocna. Kiedy w końcu przestaniemy umierać w sobie, zostanie jeszcze odpowiednia ilość czasu na życie. To nie choroba nam go zabiera, to my sami często tracimy go na bezproduktywne działania. A w procesie zdrowienia każda chwila zainwestowana w swój komfort, przyjemność, doświadczanie tego czego chcę doświadczyć, jest ważna. Niezależnie od tego ile kłopotów, trudności, spraw pojawia się obok. Wielu pacjentów pochłoniętych myśleniem o chorobie, wirusie, proporcji zachorowań do ilości zgonów w ich miejscu zamieszkania zapomina o sobie i swoich potrzebach. Nie potrafi odpowiedzieć na podstawowe dla mobilizacji zdrowienia pytania: jak ja odpoczywam? co mogę zrobić by odpoczywać więcej, częściej, lepiej? I nie chodzi tu o leżenie na kanapie, ale odpoczynek, który może dać poczucie spełnienia, zadowolenia, przyjemności. Który w tak trudnym czasie choroby i sytuacji epidemii przywróci życiu zapach i smak. Czas, który mamy jest nasz i tylko nasz. Każdy ma swoje 100 proc., ani mniej ani więcej. Warto więc wykorzystywać go w pełni na to co mogę dziś, tu i teraz i z tego czerpać najlepszą dla mnie, dostępną jakość życia.