Choroba nie wybiera dogodnego terminu, nie sprawdza towarzyszących jej okoliczności. Pacjenci z nowotworami w trakcie epidemii mierzą się z dodatkowymi trudnościami, odczuwają więcej lęku, czują się bardziej zagubieni. – Potrzebujemy skuteczniej wspierać chorych na nowotwory – mówi dr n. med. Marcin Hetnał, dyrektor medyczny Centrum Radioterapii Amethyst w Krakowie, które nieprzerwanie każdego dnia leczy pacjentów.

Odwołane zabiegi, zamknięte gabinety lekarzy specjalistów, konsultacja z lekarzem możliwa głównie przez telefon. Od ponad miesiąca uczymy się funkcjonować w trakcie epidemii. Panie doktorze co w tej sytuacji z pacjentami chorymi na nowotwory?

dr n. med. Marcin Hetnał: Leczenie onkologiczne nie może czekać na ustabilizowanie sytuacji, na spadek liczby zarażonych na koronawirusa. Chorzy na raka nie mają czasu. Szybkie podjęcie leczenia jest ich jedyna szansą na przeżycie. Dlatego tak ważne jest, aby placówki leczenia onkologicznego umiały odpowiedzialnie i bezpiecznie funkcjonować w czasie epidemii.

Centrum Radioterapii Amethyst pracuje i przyjmuje pacjentów. Czy wymagało to wielu zmian? Czy dysponujecie odpowiednią ilością środków ochrony osobistej?

M.H.: Praca w obecnej sytuacji wymaga od nas olbrzymiego, dodatkowego nakładu sił i organizacji. Wymaga też dużej odpowiedzialności od naszych pacjentów. Prosimy ich, aby przychodzili dokładnie na godzinę terapii, tak aby w obiekcie jednocześnie było jak najmniej osób, muszą mierzyć sobie temperaturę już przed przyjazdem na terapię i przestrzegać wszystkich zasad higienicznych, takich jak noszenie maseczek i rękawiczek. Chorzy musieli przywyknąć do kontaktu z technikami odgrodzonymi od nich przyłbicą ochronną i czekania na wejście przed budynkiem. To wszystko w trosce o bezpieczeństwo. Tak długo jak stosujemy się do reżimu sanitarnego, mamy szansę na normalne funkcjonowanie, minimalizując ryzyko konieczności zamknięcia Centrum, co przecież coraz częściej zdarza się w różnych szpitalach. Na szczęście mamy odpowiedni zapas środków ochrony, a Krakowski Komitet Zwalczania Raka oraz grupa studentów Krakowskiej Akademii im. A. F. Modrzewskiego wsparli nas kilkuset maseczkami . Takie gesty pomocy są obecnie bardzo ważne.

Jak epidemia wpływa na emocje chorych?

M.H.: Ludzie są różni, ich reakcje zależą od bardzo wielu zmiennych. Jednak na pewno obserwujemy więcej lęku, niepokoju, czasem apatii i bezradności. Pacjentów przeraża teraz nie tylko ich własna choroba, z którą muszą się zmierzyć, ale dodatkowe zagrożenie wirusem i tysiące codziennych trudności wynikających z tej wyjątkowej sytuacji. Boją się korzystać z komunikacji miejskiej, trudniej im organizować logistyczne spraw takie chociażby jak podstawowe zakupy, nie wiedzą czy mogą bezpiecznie korzystać z pomocy bliskich. Staramy się być w stałym kontakcie z naszymi pacjentami i nawet jeśli w niektórych przypadkach proponujemy im konsultacje telefoniczne, dla nich ten stały kontakt jest bardzo ważny.

Ilu pacjentów leczy się u Was obecnie?

M.H.: Np. w poniedziałek 20 kwietnia mieliśmy 149 chorych, którzy poddawani byli napromienianiu. Chcę jedna zwrócić uwagę, że pod koniec marca dziennie leczyliśmy 180 pacjentów. To bardzo nas niepokoi, bo wyraźnie widzimy spadek liczby leczonych, a przecież doskonale wiemy, że zachorowalność na nowotwory na pewno nie spada. Wszystko wskazuje na to, że za jakiś czas pojawi się więcej chorych w bardzo zawansowanych stadiach raka, którzy nie rozpoczęli leczenia w odpowiednim momencie. Wykrywalność nowotworów w Polsce nigdy nie była mocną stroną. Ciągle leczymy chorych w bardziej zaawansowanych stadiach niż dzieje się to w wielu innych krajach świata. Pod względem profilaktyki i badań przesiewowych wiele zostało zrobione w ostatnich latach, ale koronawirus może nas cofnąć o kilkanaście a nawet kilkadziesiąt lat w tej kwestii.

Z czego to wynika?

M.H.: Niestety koronawirus rozmontował system opieki zdrowotnej. Chorzy boją się pójść na wizytę do przychodni, czasem nie bardzo mają gdzie się udać albo nie potrafią dogadać się z lekarzem podczas telefonicznej konsultacji.   Nie wszystkie szpitale prowadzą badania diagnostyczne, a pacjenci nie mają pojęcia gdzie dzisiaj mogliby np. zrobić biopsję. Opanowujemy epidemię, ale wielkim kosztem. Coraz więcej lekarzy alarmuje, że czeka nas pogorszenia stanu zdrowotnego bardzo wielu ludzi. Dotyczy to chorób przewlekłych, kardiologicznych i oczywiście onkologicznych.

Chorzy na raka są jednak w głównej grupie ryzyka zachorowania na COVID-19. Czy nie lepiej w takim razie, aby pozostali w domu, unikając kontaktów?

M.H.: To trudne decyzje, ale w przypadku nowotworów jednoznaczne. Niepodjęcie leczenia jest wyrokiem śmierci. Jak mówiłem wcześniej, stosujemy wszystkie niezbędne środki bezpieczeństwa. Chorzy na nowotwory muszą być leczeni teraz, bez jakiejkolwiek zwłoki. Część leczenia, np. w przypadku chemioterapii udaje się już w niektórych miejscach prowadzić w domach pacjentów. Radioterapia wymaga jednak regularnych wizyt w placówce medycznej. W marcu przesunęliśmy niektóre planowane terapie, jeżeli było to oczywiście zgodne z medycznymi wskazaniami. Teraz jednak wznawiamy niektóre z tych zabiegów i dzwonimy do pacjentów, aby wyznaczyć im termin konsultacji. Przekonujemy ich, że ważne jest jak najszybsze podjęcie leczenia, nawet w tej trudnej sytuacji. Dlatego apeluję do chorych, aby nie opóźniali terapii i szukali pomocy medycznej w placówkach, które nadal działają.

Wywiad można przeczytać też tutaj:

https://gazetakrakowska.pl/onkologia-w-czasie-epidemii-chorzy-na-raka-nie-maja-czasu-mowi-marcin-hetnal-dyrektor-medyczny-centrum-radioterapii-amethyst/ar/c1-14936214